Stacja Częstochowa INFO

Piątek, 18 maja 2012 r.
Stacja Częstochowa INFO - wiadomości, informacje, komentarze.
Switch to english version

IZABELA ŚLIWOŃ

To co najciekawsze tu się często chowie! (*)

„Daleko poszłem, blisko poszedłem, bo miałem blisko.
Chowam się daleko, blisko chowie druga
To chyba wszyscy wią” Piotr Bałtroczyk

Ostatnio rozgorzała dyskusja o nowym haśle promocyjnym dla Częstochowy. Głosowanie kończy się jutro, problem jednak w tym, że do tej pory nikt nie udzielił odpowiedzi na pytanie co jest produktem turystycznym Częstochowy. Powoduje to, że wszelkie rozważania, są tak naprawdę biciem piany ręczną trzepaczką w sytuacji, gdy ktoś zapomniał o wbiciu białek.

Jasna Góra jest odrębnym organizmem funkcjonującym autonomicznie od miasta, ale dającym nam już jakąś rozpoznawalność w Polsce i na świecie. Jednak jedynym elementem jaki dotychczas wykorzystano do promocji miasta - jest czerwony piętrus wyruszający spod Domu Pielgrzyma. To zdecydowanie za mało!

Lokalne możliwości upolowania do jedzenia czegoś co nie będzie przypominało mysich ogonków w pięciu smakach i siedmiu kolorach po tonkijsku z pao-tao, też wpływa na ogólne wrażenie. Mój kolega np. świetnie zapamiętał pewien warszawski bar z kebabami w którym uprzejmy Wietnamczyk poinformował go – „Wszyśko minus kebab” (wcale nie mam pewności, czy to nie był ten sam bar, którego klimat na scenie próbowało wymruczeć dwóch Wójcików – w tym jeden taki chudy i powywijany jak paragraf).

Ponadto dziwi mnie, że częstochowianie nie protestują przeciwko zakusom krakowskich Centusiów odnośnie zagarnięcia nazwy „obwarzanek”. Każdy chyba pamięta zawieszone na nitce lekkie, chrupkie pieczywo, przetykane kokardami z bibuły, wiszące prawie na każdym odpustowym straganie w okolicy.

W jeden z minionych weekendów wydostałam się z jaskini położonej w środku rezerwatu i oto zobaczyłam najpierw przebierające po ścieżce stopy, a chwilę później i inne części ciała Pielgrzymki Żywieckiej. Co jak co, ale znaleźli bez problemu jedno z ładniejszych miejsc w okolicach Częstochowy w czym zapewne niemała zasługa gminy Olsztyn, która dba o promocję można by rzec wzorcowo. Szkoda mi tylko teatru Stodoła, o którym ostatnio zrobiło się jakoś tak cicho. Mam nadzieję, że teatr będzie funkcjonował i nie stanie się lokalną „zachodnią ścianą Rysów”, jak w czasie wyprawy Górskiego i Badyla, ściana pewnej chlewni pod Nowym Targiem.

Niewielka podczęstochowska gmina, doskonale zdała sobie sprawę z faktu, iż promocja nakierowana na walory zamek - Szlak Orlich Gniazd to ślepa uliczka w wieloletniej strategii. Od niedawna doskonale zorganizowana akcja informuje nas, że Olsztyn to miejsce aktywnego wypoczynku połączonego z nordic walking oraz ścieżkami dydaktycznymi opracowanymi o niebo lepiej od tych , które możemy znaleźć np. w Alei Brzozowej.

Z Częstochową problem jest zdecydowanie gorszy. Ilekroć zabieram kogoś na zwiedzanie miasta, słyszę spore zdziwienie odnoszące się do miejsc, które pochowały się i o których zwiedzający nigdy nie słyszeli. Okazuje się, że największą atrakcją naszego miasta jest Muzeum Zapałek – szkoda tylko, że Urząd Miasta ma taki słomiany zapał w promocji tego miejsca. Nasza największa (poza Jasną Górą) atrakcja omal nie poszła z dymem, tym razem nie pozostawiając nam nawet filmu z pożaru dla potomnych.

Promocji miasta, nie sprzyja też sytuacja grupy pasjonatów, których wyrugowano z Muzeum Kolejnictwa pozostawiając zupełnie bez wsparcia ze strony miasta. Dla mnie jest to najgorsza forma niszczenia miasta, bo uderza w ludzi, którzy bezpłatnie poświęcali czas i zapał by podzielić się swoja pasją i wiedzą. Jeśli zniechęcimy ludzi do działania, podejmowania śmiałych inicjatyw, to zostaniemy grupą malkontentów, którym nie chce się nawet sprawdzić kalendarza imprez.

Co zrobiono? Stworzono Muzeum Pielgrzymowania w mieście gdzie istnieje już muzeum o tematyce sakralnej (sic!). Władze Sandomierza nie mają takiego problemu i tamtejszy Dom Długosza funkcjonuje na równi z miejskimi placówkami muzealnymi, bez zbędnego powielania tematyki.

Uważam, że akcja wymyślania hasła promocyjnego w sytuacji, gdy nie określono, co ma być promowane, będzie trochę jak zestawienie filmu z Piotrem Machalicą promującego miasto z jego wypowiedzią udzieloną w jednym z wywiadów. Częstochowa od lat nie określiła swojego produktu turystycznego (mam na myśli miasto, a nie klasztor). Żeby dobrze ubić pianę trzeba by jednak coś do tej miseczki wrzucić...

Władzom miasta i osobom odpowiedzialnym za promocję pozostawiam pod rozwagę przeprowadzenie solidnej analizy i znalezienie rozwiązania tej niełatwej zagadki. Oby nie okazało się, że będzie za późno, tak jak w sprawie Muzeum Zabawek, którego pozbyliśmy się, by teraz zafundować sobie wystawę lalek. Los zbiorów tego Muzeum do końca nie jest jasny, więc trudno mówić o szansach na odzyskanie eksponatów. Być może takie muzeum spełniłoby swoją funkcje daleko lepiej, niż Muzeum Pielgrzymowania ze swoją dosyć ubogą ofertą w porównaniu do Muzeum Archidiecezjalnego.

Uwaga!

Na koniec jeszcze gorąca prośba do wszystkich osób, które chciałyby pomóc w zatrzymaniu naszych odpustowych obwarzanków. Poszukiwane są materiały np. zdjęcia archiwalne, opisy receptur i inne, które pozwoliłyby na zarejestrowanie produktu lokalnego.

Wszystkie osoby, które byłyby chętne wesprzeć te inicjatywę i mogły podzielić się materiałami świadczącymi o tym że Obwarzanki są nasze a nie krakowskie proszę o kontakt: izabela.sliwon@stacjaczestochowa.info  

(*)Hasło własne objęte prawami autorskimi. Zabrania się wykorzystywania bez pisemnej zgody autorki.