Stacja Częstochowa INFO

Piątek, 18 maja 2012 r.
Stacja Częstochowa INFO - wiadomości, informacje, komentarze.
Switch to english version

IZABELA ŚLIWOŃ

Spółdzielnie socjalne sposobem na rozwiązanie części problemów z zatrudnieniem ?

Polskie Stowarzyszenie Psychologów i Pedagogów „Macierz” zrealizowało projekt „Centrum Edukacji Prawnej i Księgowej dla Podmiotów Ekonomii Społecznej”, dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Priorytetu VII Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, Poddziałanie 7.2.2 – Wsparcie ekonomii społecznej. Partnerem projektu było Towarzystwo Naukowe Organizacji i Kierownictwa Oddział w Częstochowie.

Spółdzielnie socjalne sposobem na rozwiązanie części problemów z zatrudnieniem ?

Zdecydowanie brakuje w Częstochowie działań, które pomogły by stworzyć coś, co można by nazwać społecznością Częstochowy, a nie używać tego terminu tylko na ogół mieszkańców, bo to już nadużycie w świetle definicji socjologicznych i politologicznych.

2 grudnia 2010 roku odbyła się w Częstochowie konferencja podsumowująca projekt, na którego realizację złożyły się cykl szkoleń, doradztwo prawne i księgowe, a także konsultacje telefoniczne i internetowe. Z podsumowania zaprezentowanego przez koordynatora projektu, panią Żanetę Pacud wynikało, że największym zainteresowaniem cieszyły się konsultacje. Nic dziwnego, dzięki nim wiele organizacji mogło uzyskać fachową wiedzę i konstruktywnie rozwiązać swoje problemy. Powstały też nowe organizacje pozarządowe, a jak podkreślał Robert Kępa – pełnomocnik prezydenta do spraw organizacji pozarządowych, w samym tylko mieście zarejestrowanych jest ok. 700 organizacji, co najprawdopodobniej daje nam pierwsze miejsce w kraju. Nie wiadomo tylko, czy fakt ten należy traktować w kategoriach pozytywu, jako przejaw mieszkańców do podejmowania różnorakich inicjatyw, czy dość ostrożnie spojrzeć na to, jak na zjawisko mówiące nam o tym, że ludziom trudno jest znaleźć dla siebie miejsce w strukturach organizacji już istniejących. Bez wątpienia jest to sygnał do tworzenia platform komunikacji i koordynacji współpracy pomiędzy organizacjami na naszym terenie.

Kolejnym istotnym punktem konferencji była kwestia spółdzielni socjalnych. Poza prezentacją nowo powstałych spółdzielni:
AUDYTOR – organizacja w trakcie rejestracji (www.sps-audytor.pl strona w budowie)
EKO-EDYTOR – bliższe informacje http://www.ekoedytor.pl/ zdecydowanie najciekawsze było jednak wystąpienie przedstawiciela Fundacji BARKA z Poznania. Organizacja ta w skali naszego kraju była pionierem tworzenia spółdzielni. Prezentacja pełna dość oczywistych, ale często pomijanych obserwacji wskazała na znaczące luki polskiego systemu socjalnego w rozwiązywaniu problemów wychodzenia z bezdomności, wieloletniego bezrobocia oraz innych form wykluczenia społecznego.

Spółdzielnie socjalne mogą stać się miejscem pracy i samozatrudnienia dla osób podejmujących walkę ze swoim wykluczeniem. Do tego musi być jednak zdaniem przedstawiciela Barki spełnionych kilka warunków:
-wsparcie ze strony władz miasta poprzez zlecanie wykonywania pewnych zadań, szczególnie w początkowym okresie działalności spółdzielni;
-udostępnianie sprzętu do wykonania zadania zleconego przez jednostkę;
-promocja działalności spółdzielni wśród przedsiębiorców, będących potencjalnymi usługobiorcami;
-pomoc doradców i organizacji pozarządowych w zdobywaniu dotacji na dofinansowanie i wyposażenie miejsca pracy;
-dobre przygotowanie psychiczne i merytoryczne osób zakładających i prowadzących spółdzielnie, poprzez budowanie więzi społecznej.

Przed władzami miasta i organizacjami pozarządowymi dużo pracy, niezwykle potrzebnej i chyba troszkę dotychczas zaniedbanej. Ciekawe było wskazanie problemu planowania rewitalizacji przestrzeni miejskiej, która często doprowadza do pogłębienie problemów wykluczenia. Miasta przewidując rewitalizację dzielnicy, często nie widzą, iż podejmowane inwestycje zwiększą wartość nieruchomości, to z kolei podniesie czynsze, na które nie będzie stać mieszkańców. Tym samym zostaną oni wyrugowani, lub jeszcze bardziej zepchnięci na margines. Ważne jest, by proces rewitalizacji obejmował także sferę społeczną. Zwróciło to moją uwagę, bo musze przyznać, iż dla mnie Częstochowa ma dość poważny problem z takimi działaniami.

Trudności, będące postawą izolacjonizmu i wykluczenia wynikają nie tylko ze specyfiki rynku pracy postprzemysłowego miasta, ale także z braku jakiejkolwiek integracji. Takim światełkiem w tunelu wydawała się akcja KURA W MIEŚCIE, która włączyła starszych i młodszych w zabawę. Dobrze, że pojawiła się inicjatywa na Rakowie. Niestety to wszystko stanowczo za mało jak na miasto, które obecnie szacuje się na 240 tyś mieszkańców, choć tak realnie jest ich tutaj około 220 tyś. (odliczając emigrantów i uciekinierów do prężniejszych ośrodków w kraju).

Zdecydowanie brakuje w Częstochowie działań, które pomogły by stworzyć coś, co można by nazwać społecznością Częstochowy, a nie używać tego terminu tylko na ogół mieszkańców, bo to już nadużycie w świetle definicji socjologicznych i politologicznych.

Tutejsze media ograniczyły się praktycznie do lokalnego wydania ogólnopolskiej gazety, kilku pomniejszych wydawnictw, radia internetowego o niewielkim lokalnym zasięgu i obietnicy lokalnej stacji radiowej. Nie ma więc specjalnie platformy komunikacji, bo brak jest realnie lokalnych mediów. Obyśmy nie zostali miastem, które znane będzie głównie z tego, iż w każdy czwartek mamy poniedziałek, czy raczej „Poniedziałek”.

Globalne spojrzenie na projektowane zmiany, ich przyczyny i skutki oraz potencjalnie wynikające z nich zagrożenia to wyzwanie dla władz miasta. Częstochowa to struktura zróżnicowana pod względem ludności, potrzeb i zwyczajów, niestety jest też mocno skażona stereotypami typu: Wieśniak z Kiedrzyna, Kibol z Rakowa, Nuworyś z Północy. (W gwoli ścisłości trudno nazwać dorobkiewiczami czteroosobową rodzinę mieszkająca w kawalerce na Północy. Nie każdy mieszkaniec Rakowa to agresywny kibic, a kibic nie równa się wandal, czego przykładem niech będzie częstochowski młyn na meczach siatkówki. Jeśli wieśniakiem można nazwać kogoś, kto po swojej dzielnicy spaceruje w kaloszach, to w tym roku biorąc pod uwagę modę na gumowce śmiało można by twierdzić, że mieszkamy w jednej wielkiej wiosce.)

Tak się właśnie zastanawiam, czy spółdzielnia zajmująca się utrzymywaniem zieleni miejskiej i odśnieżaniem w zimie miałaby szansę w mieście, gdzie umowę z firmami podpisuje się, aż na 3 lata. Specem od ekonomii się nie czuję, ale takie działanie chyba zmniejsza konkurencyjność na rynku, nie powoduje wzrostu jakości usług.