Kultura
ADAM PUDŁO 8 maja 2010
Etno Koszmar
Jestem miłośnikiem kultur Wschodu, tego Dalekiego, jak i Bliskiego. Gdy więc znalazłem w opisach imprez towarzyszących festiwalowi Gaude Mater Etnoc, z dopiskiem Wieczór indyjski, postanowiłem uprzyjemnić sobie niedzielny wieczór. Nie jestem tancerzem, więc odpuściłem sobie warsztaty tańców hinduskich, a postanowiłem wybrać się na koncerty prezentujące muzykę indyjską. Namówiłem na te koncerty także kilkoro znajomych.
Nigdy wcześniej nie byliśmy w awizowanym przez plakaty miejscu i nic nam nie mówiła nazwa Klub Teatr from Poland. Udaliśmy się zatem wespół pod podany adres. Już wejście w bramę przy Alei NMP 2 spowodowało szybszą akcję serca u żeńskiej części naszej gromadki. Słabo oświetlone obskurne podwórko i czające się w półcieniach podejrzane typki (była 20.30) spowodowało znaczne przyspieszenie kroku i nerwowe ruchy gałek ocznych w poszukiwaniu upragnionego napisu z nazwą klubu. Uff! Wreszcie w głębi podwórka pojawia się logo. Prawie biegniemy! Jest, docieramy do drzwi, udało się! I jakież jest nasze zdziwienie, gdy w środku przekonujemy się, że wnętrze tego tak upragnionego przez nas azylu, prawie niczym nie różni się od architektury i klimatu panującego na zewnątrz. No cóż, tłumaczymy sobie, każdy klub ma swój styl i ten jest raczej surowy. No niech będzie, wchodzimy dalej. Dochodzimy do pomieszczenia, które ma być areną tegoż prześwietnego wydarzenia kulturalnego. Tu się trochę postarali – obskurność ścian w czerwonym kolorze spróbowano przykryć kilkoma sporymi chustami (rzekomo hinduskimi). Sala podzielona kotarą (nie zasłoniętą) na część stolikową i koncertową. W głębi sali zaimprowizowane podwyższenie dla muzyków, z „na szybciocha” przerzuconym dywanem (żeby miękko muzykom było). Ustawione nagłośnienie, reflektorki świecą wesoło, kilka rzędów (zajętych) krzeseł – ot, koncercik będzie jak się patrzy! Maleńko trochę jednak tych krzeseł, ale przecież trzeba sobie jakoś radzić. Siadamy całą gromadką na stolikach, które akurat nie były nikomu potrzebne. „Chamówa” trochę, ale nie będziemy przecież siedzieć na ziemi (przecież mamy na sobie „niedzielne” ubrania).
W międzyczasie zaczynają się stroić muzycy pierwszego mającego dziś zagrać zespołu. „Wniebowzięci” się nazywają. Jeszcze zanim zaczęli grać, atmosfera zaczyna się zagęszczać. Nie nie, nie z powodu napływających tłumów, lecz za przyczyną gęstniejącej zawiesiny papierosowego dymu. Rozglądamy się za jakimś wentylatorem. Jest! Na ścianie wielkiej jak ocean żegluje jedyny maleńki biały stateczek nadziei. Niestety ledwie zipie i nic się nie staje przejrzyściej. Wręcz przeciwnie – jest już prawie mgliście. Może o to chodzi? Zaoszczędzą na efektach.
Wreszcie grają. No, za dużo powiedziane! Starają się grać. Niestety zadanie przerosło realizatora dźwięku. Młody to jakiś chłopczyna, może to jego wielki debiut? Każdy z muzyków jest nagłośniony inaczej, nie mają odsłuchów, sprzężenia jakoweś w uszach piszczą. W pewnym momencie muzyk grający na sitarze (taka lepsza lutnia) pyta publiczność: „Słychać nas tam w ogóle?”. Kończą i schodzą pokonani ze sceny (spadli z łomotem z nieba na ziemię). Mimo wszystko nie opuszczają nas dobre nastroje. W końcu czeka nas teraz występ muzułmańskiego wirtuoza sarodu (też coś jak lutnia) Wajahat Khana. Dźwiękowiec coś kręci przy gałkach na pulpicie, więc może będzie lepiej. W międzyczasie jakaś miła pani wygłasza komunikat, że Wajahat Khan prosił, żeby podczas koncertu został zamknięty bar i żeby wtedy nie spożywać alkoholu.
Wchodzi na scenę nasz wirtuoz z dwoma kompanami, dostrajają się i zaczynają grać. O zgrozo! Niestety nic się nie zmieniło. Znów muzycy grają każdy sobie. I co gorsza rozpoczyna się koncert drugiej strony sali. Przez to, że część stolikowa nie jest oddzielona od części koncertowej zasłoniętą kotarą, coraz głośniej słychać stronę „barową”. Dlaczego coraz głośniej? Bo coraz więcej kolegów ma coraz lepiej w czubie i zaczyna być już słychać pijackie opowieści wygłaszane na cały głos. Nie zdążyłem nadmienić, że bar działa oczywiście pełną parą. Wreszcie sam wirtuoz zabiera głos w sprawie i przypomina, że prosił aby bar był zamknięty i tłumaczy, że muzyka dla muzułmanina jest formą modlitwy i wymaga skupienia i bezwzględnej trzeźwości. Na chwilę się uspokaja. Na chwilę, bo już niebawem znowu słychać rozochocone głosy podchmielonych kompanów. Brakuje tylko tego, żeby bar zaczął serwować coś na ciepło, żeby nasi zagraniczni goście grali do przysłowiowego piwka i kotleta. Wajahat i spółka kończą grać, żegnają się i chyłkiem czmychają (też pokonani).
Nie wiem teraz, czy mam się wstydzić za naszą kulturę osobistą, czy narodową? Może za niekompetencję organizatorów w doborze miejsca i członków ekipy odpowiedzialnej za oprawę koncertu? A może za brak zrozumienia i poszanowania dla zwyczajów innych kultur i pokazywanie innym naszych najgorszych narodowych cech?
Są w Częstochowie inne obiekty/lokale, w których w spokoju można by obejrzeć i posłuchać koncertu, którego zamierzeniem było budowanie mostów pomiędzy różnymi kulturami. Most jednak nie powstał, ponieważ z naszej strony się zawalił i wpadł do przepływającej dołem rzeki (piwa!).
Inne artykuły autora: Rozaneh - kobieca strona mistyki, Obchody Święta Zmarłych w różnych tradycjach
Przeczytaj 16 opinii
Dodaj swoją opinię »-
marekczekaj
2010-05-08
12:20:53Przykro słyszeć, że "nasi dali radę" w tak negatywnym aspekcie. Szczególnie, że pozostałe ETNOCe były przedsięwzięciami bardzo udanymi.
-
pasażer na gapę
2010-05-08
15:50:16Trafny Opis miejsca i poziomu pseudo teatru from Poland
Jestem i tak pełna podziwu, ze wytrzymaliście w tych oparach dymu i atmosferze "mordowni z tanim piwem" aż tak długo. My skusiliśmy się na Noc Orientalną, poziom tego co zobaczyliśmy był taki że wyszliśmy po 10 min i postanowiliśmy nigdy tam nie wracać. Szkoda tylko, że zapraszają tam artystów, którzy maja coś do zaprezentowania i narażają ich na taki stres. Myślę, że "teatr from Poland" korzysta z jakiś dotacji unijnych, ale urzędnikom nie chciało sie tam zajść i to ocenić miejsce.
-
pasażer na gapę
2010-05-09
02:47:40Z drugiej strony
Ilu ludzi, tyle opinii. Wydaje mi się, że byłem w tym samym miejscu, ale mam zupełnie inne odczucia. Po pierwsze, zaraz przy wejściu rozłożony był chyba cały sklep indyjski. Na ścianach oprócz chust wisiały fotografie Indii. W klubie czułem tego wieczoru klimat przepełniony tą kulturą. Od godzin popołudniowych tłum zainteresowanych i zasłuchanych ludzi raczej zwiększał się niż zmniejszał, a artysta zagraniczny nie "czmychnął chyłkiem" ze sceny, ale zdobył gromkie oklaski i musiał zagrać bis, a potem spędził jeszcze sporo czasu rozmawiając z słuchaczami i pozując do wspólnych zdjęć.
Tak to już jest, ze w Klubach panuje atmosfera "klubowa". Wszędzie palą i wszędzie są bary. (Ten zgodnie z prośba artysty BYŁ zamknięty na czas koncertu)Z pewnością miejsce budzi kontrowersje, ale moim zdaniem w sali koncertowej w życiu nie wytworzyłaby się taka atmosfera bliskości z artystami. Nie da się dogodzić wszystkim i wszystkich zmusić do skupienia. Zdaje się, ze redaktor miał bardzo zły dzień pisząc aż tak negatywną opinię. -
osa111
2010-05-09
10:17:23ale ubaw
Hi hi, nieźle się ubawilam czytając ten tekst, mam dla autora kilka rad: otóż: do klubów kultury niezależnej proponuję nie chodzić w "niedzielnych ubraniach" (lakierki i garnitur lepiej zostawic w szafie ;), jeśli ktoś się boi "częstochowskich bram" najlepiej zrobić w dzień wizję lokalną żeby nie być zdziwionym. Nie wierzę ponadto, że z baru dochodziły pijackie okrzyki, odwiedzam KTFP od dłuższego czasu, bywając tam na spektaklach i NIGDY nie zdażyło się by "coś" przeszkodziłos artystom, aktorom, itp. Jednakże mogło się tak zdarzyć, wyjatki wszak potwierdzaja regułę. Jeśli jednak autor artykułu chciałby zobaczyć prawdziwie oszczędnie urządzony klub i poczuć jego atmosferę polecam bydgoski "Mózg" (to tam gdzie Gołota dał lokalnemu kacykowi po mordzie, a gdzie mimo to spotyka się kultura Bydgodzczy i okolib, zwłaszcza jeśli trwają Prapremiery;)
Pozdrawiam autora i biedne, wystraszone koleżanki. :)
-
osa111
2010-05-09
10:21:47ożeż
"zdażyło" piszemy przez rz, co też jest przykladem na to, że wyjątki potwierdzają regułę, gdyż od czasów licealnych nie zdarzyło mi się strzelić byka :)
Aha, Marku Czekaju, nie idź tą drogą, nie wierz we wszystkie rzeczy, które w mediach przeczytasz :)
-
pasażer na gapę
2010-05-09
10:31:31Snadź Pan redaktór delikatny, albo pierwszy raz w Częstochowie. Jak na miły spacerek w niedzielę poomszy, to nie w bramy Pl. Daszyńskiego czy I Alei ;)
Jak Wajahatu Kanu przeszkadzały dymy, a nie prosił o niedymienie, to tylko jego problem.
Jak widzu dymy przeszkadzały, to miał wolny wybór, tym bardziej, że za bilety nie płacił. -
pasażer na gapę
2010-05-09
13:12:45Czy pan redaktor rzeczywiście tam był?
Bo moje odczucia są nieco inne. Atmosfera koncertu wirtuoza Wajahata Khana była wspaniała. Gra wirtuoza doceniona przez słuchaczy gromkimi oklaskami. Zakończenie koncertu wzruszające. Wirtuoz wrócił na scenę i zagrał. Znów odezwały się owacje. Następnie zespół rozmawiał ze słuchaczami. Mozna było dowiedzieć się wielu rzeczy o zespole i jego liderze. Niektórzy robili sobie zdjęcia z zespołem. Ten dzień to nie tylko koncerty. Warsztaty, które odbywały się od godziny 13:00 przyciągnęły wielu zainteresowanych i naprawdę były bardzo ciekawie prowadzone. Np. na warsztatach zakładania sari i makijażu prowadzonych przez tancerki Teatru Tańca Nataraja była super zabawa przy ubieraniu sari przez całkiem liczną grupę uczstniczek. Nauka makijażu wzbudziła również duże zainteresowanie.
Wykład o mudrach ilustrowany tańcem prowadzony przez znaną aktorkę Annę Łopatowską i instruktorki tańca indyjskiego przekazywał dużo wiedzy w tym temacie. To co panie pokazywały dało wspaniały obraz tańca indyjskiego, jego piękna. Ten taniec to wyraz twarzy, precyzja pracy rąk, to gra całym ciałem. Czas spędzony tam to sama przyjemność połączenie zgrabne wiedzy z rozrywką. Wystrój wnętrza Klubu Teatr from Poland został stworzony we współpracy ze Sklepem Indyjskim. Trzeba mieć w sobie dużo niechęci, żeby nie zauważyć przy wejściu stoiska w/w sklepu, zdjęć Indii i innych dekoracji indyjskich. Tak dużo u Pana redaktora krytyki miejsca a przecież Klub Teatr From Poland to wiele wspaniałych imprez muzycznych i kulturalnych cenionych przez środowisko częstochowskie. Klub ten od wielu lat daje możliwość uczestniczenia młodym w bardzo wartosciowych imprezach. Tak naprawdę miejsce tworzą ludzie. -
pasażer na gapę
2010-05-09
13:13:03Ot, i proszę, cała "kultura alternatywna" w Częstochowie.
Siny dym, że przysłowiowy toporek można zawiesić i alkohol. A w ciemne zaułki wejść strach.
Dziękuję, nie refleksuję...
Osobiście w ramach ostatnich projektów majówkowych wraz z małżonką wybraliśmy iventy w spokojniejszych lokalizacjach typu teatr, czy Katedra, gdzie nie ma wyziewów, a i spokojnie w odświętnym ubraniu przejść można, a jak deszcz pada to np. samochód w okolicy spokojnie zaparkować, czy to na udostępnianych przez Nasze Miasto chodnikach, czy za drobną opłatą na parkingach strzeżonych i mieć to co w życiu najważniejsze - świeże powietrze i święty spokój.
Teodor -
pasażer na gapę
2010-05-09
14:05:13do Osy
Miałem akurat okazję poznać autora i nie do takich klubów wchodził i na pewno nie jest typem Pana w garniturku.
-
pasażer na gapę
2010-05-09
15:31:59Ogólnie
o ile poprzednie projekty ETNO*Cy były wyjątkowo udane pod względem miejsca i stworzonego klimatu o tyle ostatnia niestety bardzo straciła na miejscu. Źle wybrany lokal sprawił że klimat który się pojawiał rozpływał się jak dym papierosowy którym lokal był przepełniony. Szkoda, że niewątpliwie wiele pracy i starań włożonych przez organizatorów poszło na marne.
-
osa111
2010-05-10
07:01:32Ależ ja nie napisałam, że autor jest typem pana w garniturku, poradzilam jedynie by nie zakladał urań, jak sam napisał w artykule "niedzielnych" do klubów :)
Cytuję: "ale nie będziemy przecież siedzieć na ziemi (przecież mamy na sobie „niedzielne” ubrania)."
Rozumiem też, że do "nie takich" klubów chodził i doceniam, w Tetrze From Poland, był jednakże, jak sam pisze, pierwszy raz i wiele "rzeczy" go zaskoczyło, głównie wystrój i lokalizacja.
Cytuję: "Już wejście w bramę przy Alei NMP 2 spowodowało szybszą akcję serca u żeńskiej części naszej gromadki. Słabo oświetlone obskurne podwórko i czające się w półcieniach podejrzane typki (była 20.30) spowodowało znaczne przyspieszenie kroku i nerwowe ruchy gałek ocznych w poszukiwaniu upragnionego napisu z nazwą klubu. Uff! Wreszcie w głębi podwórka pojawia się logo. Prawie biegniemy! Jest, docieramy do drzwi, udało się! I jakież jest nasze zdziwienie, gdy w środku przekonujemy się, że wnętrze tego tak upragnionego przez nas azylu, prawie niczym nie różni się od architektury i klimatu panującego na zewnątrz."
To tyle.
-
leon
2010-05-10
17:45:14Do Teodora
Nie byłem akurat na tej imprezie. Jakoś samochód zostawiam pod klubem i to nawet do 1 w nocy i zawsze jest cały a tam nie mieszkam. Klimat klubu jest jaki jest, ale koncerty są tam niesamowite, ale nie tylko bo i sztuki tam też są dość ciekawe. Chociaż nie każdy musi lubić takie miejsca. Zresztą w Częstochowie nie ma klubu z prawdziwego zdarzenia, ale wyjść jest zawsze gdzie
-
pasażer na gapę
2010-05-10
23:00:35Szanowny Panie Pudło...
...nie sądziłam, że redaktorom wolno tak ohydnie przekłamywać prawdę...i w dodatku źle podawać nazwę imprezy, którą się tak barwnie krytykuje...
-
pasażer na gapę
2010-05-11
22:22:01Ograniczone horyzonty intelektualne
Jak czytam o "niedzielnych" ubraniach, obskurnych ścianach itp. to mnie skręca i mam wrażenie, że ludzie, którzy to piszą mają ograniczone horyzonty intelektualne, ponieważ nie pojmują, że istnieje różnorodność miejsc. Poza filharmonią, czy Gaude Mater jest szereg innych odbiegających od nich. Nie wszędzie jest "wydmuchane, wychuchane", "krystaliczne białe" ściany... A akurat TFP jest miejscem z klimatem; co do ludzi to rzeczywiście zachowywali się głośno.Co niektórym pomyli się koncert ze spotkaniem przy piwie w pubie. Zwyczajny brak kultury osobistej, ale uwierz mi Adam to się zdarza "wszędzie", nie tylko w Teatr From Poland (daruję sobie przykłady).
-
pasażer na gapę
2010-05-12
13:37:56ale to takie proste
nie ten klub dla tej imprezy
lub
ta impreza nie w tym klubie :) -
pasażer na gapę
2010-05-13
11:21:26"..nie ten klub dla tej imprezy
lub
ta impreza nie w tym klubie :)" Każdy rozpatruje według własnego uznania.
Ostatnie opinie pasażerów
opinia
Chodzilem kiedyś do tej samej szkoły co Marcina tata,i pamietam,jak ojciec Marcina rozkwasił nosa starszemu koledze(...)
opinia
bardzo jestem usatysfakcjonowana podanym informacjami , jak już ktoś napisał na "krótko i na temat"(...)
• Soja - cudowna żywność
- pisze Earl Mindell amerykański autor książki pt. "Soja cud natury". Stany Zjednoczone są głównym producentem soi, ale mimo to nie należą do największych światowych konsumentów tego rodzaju żywności. Połowa amerykańskich zbiorów soi jest eksportowana za granicę.• Pigwa - owoce do herbaty zamiast cytryny
• Zupa szczawiowa
Jesień w ogrodzie...
• Ciemierniki - "róże Bożego Narodzenia"
Ciemierniki to niezwykłe rośliny uprawiane w naszych ogrodach. O ich wyjątkowości decyduje przede wszystkim zimowa pora kwitnienia. Kwiaty zawiązują się jesienią i mogą rozkwitać już w listopadzie. Ciemierniki w Polsce zazwyczaj kwitną na przełomie lutego i marca. Tegoroczny wyjątkowo ciepły listopad spowodował, że już zakwitły.• Jak prawidłowo sadzić drzewa i krzewy?
• Maseczka z własnego ogrodu.
