Kultura / Mordowanie Moliera
JULIA LISZEWSKA 28 marca 2010
Mordowanie Moliera
To co miało miejsce w sobotni wieczór w Teatrze im. Mickiewicza w Częstochowie to była zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem. Zbrodnia na genialnym tekście, samograju, który reżyser, Waldemar Śmigasiewicz pociął tak, że ni sensu ni smaku nie można było w nim znaleźć.
Zbrodnia na aktorach, którzy nie wiedząc co grać, plątali się po scenie jako pijane zające, próbując od czasu do czasu zbudować jakieś fundamenty na ruinach tekstu. Tekstu, który sprowadzony został do bełkotu tytułowego bohatera, czyli obsadzonego w tej roli Piotra Machalicy, który, przyznaję z bólem - był najsłabszym ogniwem tego żenującego widowiska. Wreszcie zbrodnia na publiczności, która poziewywała, pojedyncze śmieszki z siebie od czasu do czasu wydając, by nagrodzić wreszcie premierowy spektakl anemicznym aplauzem. Tak, panie reżyserze, słychać było gwizdy z ostatniego rzędu, tak panie reżyserze, to gwizdałam ja - Julia Liszewska, żeby pomścić Moliera, co się w grobie przewrócił.
Na przedpremierowej tradycyjnej konferencji prasowej pan Waldemar Śmigasiewicz wespół z dyrektorami naszego teatru przekonywali zgromadzonych dziennikarzy, że tekst molierowskiej komedii będzie odczytany inaczej, pod prąd, „nie - lekturowo”, nie by wydobyć tandetny komizm i banalny kontekst przeobrażania się prostego mieszczanina w oświeconego szlachcica. Nie, to będzie zupełnie inne odczytanie - przekonywał reżyser - cała intryga będzie osnuta wokół przeobrażeń duchowych głównego bohatera, których przyczyną niespełniona miłość jest. „Nie wiem czy państwo wiecie - mówił Waldemar Śmigasiewicz do zgromadzonych przedstawicieli mediów - że macie w teatrze aktora wybitnego. Wokół niego kręcić się będzie całe przedstawienie.” Jak rzekł reżyser tak się stało. Pan Jourdain - Piotr Machalica był w centrum wydarzeń. Nie: grał, tylko: był. Jak ciało astralne krążył po scenie, a inni aktorzy jak małe planetki wirowali wokół niego w chocholim tańcu. Albowiem pan Piotr Machalica był na scenie półprywatnie.
Z zegarkiem na lewej ręce, rzemyczkiem na prawej. Ale to szczegóły - prawda? Nie potrafił zagrać postaci pana Jourdain, jego osobowość jako osoby prywatnej przebijała przez postać, nie pozwalając jej ujrzeć światła dziennego. To, że pan Machalica zachował prywatność na scenie sprawiło, że zespół aktorów „partnerujących” mu, nie mogąc nawiązać dialogu scenicznego, zdawał się grupą klownów, poprzebieranych, o grze przerysowanej - jak w komedii dell'arte. Wobec braku pomysłu reżyserskiego na postaci inne niż tytułowa (pomysłu, dodam - chybionego), każdy z aktorów próbował ratować swą postać. Najlepiej wyszło to Iwonie Chołuj grającej żonę Pana Jourdain - jedyną postać pełnokrwistą w tym bladym Molierze. Reszta albo popadała w przesadę i wychodził z tego cyrk (jak Sylwia Oksiuta w roli służącej Michasi), albo dostosowywała się do apatycznego manieryzmu głównego bohatera (jak Agata Ochota - Hutyra grająca uduchowioną do granic możliwości Dorymenę).
Zbrodniczego dzieła dopełniała nieznośna oprawa muzyczna przedstawienia. Dźwięki, stylizowane na barokowe „dopełniały”, w negatywnym sensie, każdą niemal kwestię wypowiedzianą na scenie, stanowiąc natrętne echo dla tekstu. Litości!
Reżyser obiecywał, że nie będzie uwspółcześniał Moliera, tylko „odrze tekst ze wszystkich barokowych ozdobników”. I odarł tak skutecznie, że nic już nie zostało do grania.
W scenie finałowej, kiedy ogłoszono podwójne zaręczyny - w tym Dorymeny z Dorantem, co nie wywołało absolutnie żadnych emocji na kamiennej twarzy pana Jourdain vel Piotra Machalicy, główny bohater zakłada prochowiec i kapelusz a'la Humphrey Bogart i incognito schodzi ze sceny. Cóż, gdybym tak spartoliła robotę, też uciekłabym „po angielsku”.
Inne artykuły autora: „Ciągle wierzę, że ludzie są dobrzy.” - Anna Frank („Dziennik”), Podotykowo., Wiek niewinności, Rozgryzanie Gombrowicza, Książka – artykuł indywidualnego zastosowania, Kurzy fenomen, Nowy sezon w Teatrze im. Mickiewicza, My robimy w rozrywce, Między sezonami, Kino na trzepaku
Przeczytaj 6 opinii
Dodaj swoją opinię »-
pasażer na gapę
2010-03-29
10:39:15Pozwolę się nie zgodzić. Widzę, że Pani tu kręci nosem, a nie rozumiem dlaczego. Ja bawiłem się świetnie i do łez wraz z małżonką. Świetny projekt, świetna komedia - choćby ta przepyszna scena, kiedy żona zamyka kredens na kłódkę, coby pan Żurdę do kieliszka nie zaglądał za często.
Owowałem na stojąco razem z całą salą, gdzie nie tylko zwyczajni mieszkańcy, ale i senatorowie, senatorzy a nawet sam Pan Prezydent był i przemawiał i jemu też się podobało. Gromkie brawa zgłuszyły odosobnione gwizdy. Szkoda tylko, że nie było bisów, bo jak ostatnio byliśmy na kabarecie Koń Polski, to bisy były i to aż trzy.
Teodor -
pasażer na gapę
2010-03-29
11:41:40Nie widziałam przedstawienia ... i bardzo dobrze!<br />
-
zawiadowca
2010-03-29
11:58:44czy dobrze
jak nie widziałaś ?
-
aatrzy
2010-03-29
18:33:01No jeśli podobało sie samemu Panu Prezydentowi i Senatorom to musi być sztuka wybitna. Wiadomo to elity, salony w końcu... Julia trzeba było w wyborach startować a nie się kształcić :P
-
pasażer na gapę
2010-03-30
10:24:07Brawo!
Po recenzji pana Piersiaka - zwątpiłem już nawet w jego jakąkolwiek szczątkową inteligencję.
Odczytała pani wszystko tak, jak ja, a nawet więcej.
A jak scena śniadania na trawie ? A siadanie pana Machalicy, czyż nie było wspaniale prywatne ?
Ale pochwalmy teatr, czyni przecież swoją sztukę coraz bardziej dostępną dla elit, żeby zrozumiały. Przecież ci aktorzy naprawdę nie są aż tacy źli!
Dzięki Przenajświętszej Panience, że pani tu jest i czuwa! -
pasażer na gapę
2010-03-30
11:28:12Zgadzam się co do P. Machalicy.
Wprawdzie możnaby bronić stanowiska, że to taka koncepcja postaci była.
Ale na tzw. bankiecie po przedstawieniu obserwowałem go przez kilka minut - sposób poruszania się, gesty, mimika, sposób mówienia.
Kurczę - to samo co na spektaklu.
I faktycznie zegareczek i rzemyczek - czyli to nie był element kostiumu.
Niestety, najlepszą rolę P. Machalicy dotychczas zagrał w filmie "Zabij mnie glino".
Poza tym to przeciętny aktor.
Ostatnie opinie pasażerów
opinia
Chodzilem kiedyś do tej samej szkoły co Marcina tata,i pamietam,jak ojciec Marcina rozkwasił nosa starszemu koledze(...)
opinia
bardzo jestem usatysfakcjonowana podanym informacjami , jak już ktoś napisał na "krótko i na temat"(...)
• Soja - cudowna żywność
- pisze Earl Mindell amerykański autor książki pt. "Soja cud natury". Stany Zjednoczone są głównym producentem soi, ale mimo to nie należą do największych światowych konsumentów tego rodzaju żywności. Połowa amerykańskich zbiorów soi jest eksportowana za granicę.• Pigwa - owoce do herbaty zamiast cytryny
• Zupa szczawiowa
Jesień w ogrodzie...
• Ciemierniki - "róże Bożego Narodzenia"
Ciemierniki to niezwykłe rośliny uprawiane w naszych ogrodach. O ich wyjątkowości decyduje przede wszystkim zimowa pora kwitnienia. Kwiaty zawiązują się jesienią i mogą rozkwitać już w listopadzie. Ciemierniki w Polsce zazwyczaj kwitną na przełomie lutego i marca. Tegoroczny wyjątkowo ciepły listopad spowodował, że już zakwitły.• Jak prawidłowo sadzić drzewa i krzewy?
• Maseczka z własnego ogrodu.
